Dziś dzień to nawet nie dzień, to epicentrum wszystkiego. To iż co dzień coś do mnie mówi to normalne, ale żeby wszystko naraz to już przesadna przesada (rymuje się z obsadą hi).
Idę do łazienki, a tu lustro zachwala moje włosy, co właściwie było miłe, ale nie można się nacieszyć komplementami ponieważ prysznic się nabija (nie umyłam się jeszcze), darł się tak że nawet się zachłysnął, dobrze mu tak he he. Pralka na fochu mamrocze coś o włączeniu, bo dziś się nie wirowała (ta też wiecznie na haju), a spłuczka jak zwykle tą swoją mantrę „pamiętaj aby spuścić wodę i zamknąć deskę” wrrr wkurza mnie bo może ja lubię mieć sobie otwartą deskę tak żeby się nie męczyć co chwilę. Pięć minut w łazience i można dostać do głowy, więc idę do kuchni, bo w sumie to moje najukochańsze miejsce mniam mniam. Tam z szafki czekolada (ta pralinowa) mało nie wypadnie bo kłóci się z gorzką która ma lepszą zawartość (hmm tu nasuwa się pytanie czego zawartość? Bo chyba nie inteligencji). W lodówce głośno jak w Rio na karnawale, więc otwieram sprawdzić bo w końcu za darmozjadów prąd płacę, a tam jogurty ćwiczą jogę (tak naturalnie), ser pozuje do zdjęć ketchupowi, a marchewki z zieleniną mają koncert smooth music. Istne wariactwo, nawet nic nie zjadłam bo bałam się że będę miała w jelitach cd. ich wygłupów.
Pora iść się położyć na chwilę i pomyśleć, zatem idę do salonu, kładę się na rogówkę, a ta nuci kołysanki (może nie byłoby źle, jakby nie to że głos ma tak samo do pupy jak meble Agata meble), ale udało mi się ją uciszyć. Chwila ciszy jak cudownie, już prawie byłam w krainie marzeń… Trzask! Jakby ktoś młot udarowy włączył, myślę co znów się dzieje? Po chwili dosłyszałam skąd dźwięk dochodzi i udawałam że nie słyszę, nie pykło…
– no może byś mnie wyjęła! już czas jak codzień
– halloooo! Słyszysz mnie?
– no dobra zelmer słyszę tylko to nie czas jeszcze na odkurzanie godziny ci się pochrzaniły
– jasne jasne, nagle godziny a może już masz tego młodziaka wypasionego co sam jeździ, sam odkurza, sam się włącza, wyłącza i ładuje i wogóle wszystko w mordę skubany sam!?
No i żal mi się staruszka zrobiło, więc wstałam i odkurzałam sierść psią z siebie żeby mu smutno nie było. Ahh co to za dzień chyba z myślą o mnie stworzono Xanax. Buziaki