Siedzę i myślę czy chce mi się pisać, jednogłośnie mogę powiedzieć że nie! Jadąc dzisiaj gdzieś po coś, co zapewne nikogo nie interesuje zatem nie będę sobie palców męczyć opisując wszystko z dokładnością jaką sąsiadka grabi liście. Wracając do jechania, jadę sobie wyjątkowo powolutku (Panie Władzo może być pan dumny) no i się zaczęło wyprzedanie, najpierw jeden, drugi, trzeci (ten to już moje ego zaczął drażnić jak środek czyszczący) i … Patrzę przed siebie z naprzeciwka auto zapierjedzie sobie zgodnie bez przepisów, przede mną autka a za mną ten czwarty, migacz ciach i gaz do dechy (tutaj jakby ktoś sfotografował mój pyszczek to zarobiłby miliony za najbardziej śmieszny wyraz). Oczywiście w ciągu sekund układałam plan jak go zabić będąc już na tamtym świecie, kiedy osiągnęłam stan techniczny idealny w swoim umyśle to hamulec stał się moim przyjacielem (tego Pana z naprzeciwka także). Minęli się na centymetry Pan z naprzeciwka musiał zjechać na bok zatrzymać się, widać było że jego strach siedział obok i nie wiadomo było który był bardziej przerażony (mój się chichotał z tyłu i dostał torebką w łeb). Ta sytuacja skłoniła mnie do filozoficznego podejścia do życia dzisiaj i właśnie dlatego nie chce mi się pisać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *